Był środek wakacji letnich, a dokładnie 1 sierpnia. Przez otwarte okna dało się słychać śpiew ptaków, słońce pięknie świeciło, wpuszczając swe ciekawskie promienie do domów. 1 sierpnia był dniem jak każdy inny, lecz dla pewnej dziewczyny był wyjątkowy, a mianowicie były jej siedemnaste urodziny. Budzik wybił godzinę 9 rano, a dziewczyna otwarła swe czekoladowe oczy. Wstała i poszła do łazienki, wzięła odprężający prysznic, myjąc ciało swoim ulubionym żelem o zapachu konwalii. Gdy wyszła z łazienki, ubrała się, zrobiła delikatny makijaż, a włosy zostawiła rozpuszczone. Gdy była gotowa zeszła do salonu, gdzie czekali na nią rodzice.
- Dzień dobry mamo i tato - przywitała się dając całusa obojgu. Państwo Granger wstali i podeszli do Mionki i mocno przytulili.
- Wszystkiego najlepszego Rybko - powiedziała Jean. Mark posmutniał, bo wiedział z czym ten dzień się wiąże. Tego oto dnia mieli stracić ich Hermionę, bo pozna tajemnice rodzinne.
- Córeczko musimy porozmawiać - zaczął niepewnie pan Granger - chodzi o to, że to może dużo zmienić w Twoim życiu, ale nie zrozum Nas źle. Czy w szkole czytałaś o rodzie Renaldich - zapytał.
- Tak tato, ale skąd wiecie o nich, nie przypominam bym Wam o nich mówiła - zapytała gryfonka.
- Bo nie mówiłaś Kochana - odezwała się Pani Granger - wiemy o nich z innego źródła, a mianowicie ja pochodzę z tego rodu, tak samo jak ty Mionka - Jean widziała, że Hermiona chce coś powiedzieć, lecz pokazała jej by poczekała - Hermiono z pytaniami poczekaj, aż skończę mówić. Jeśli chodzi o moje magiczne zdolności to ich nie posiadam, bo jestem charłakiem, a Mark jest mugolem. Opuściłam rodzinę, by nie przynosić im wstydu, w końcu to bardzo stary czystko krwisty ród. Jednak nie to jest teraz ważne - dokończyła mówić kobieta. Hermiona miała mętlik w głowie, nie wiedziała, że jest pół-krwi, całe życie myślała, że jest mugolakiem.
- Mionuś słuchaj dalej - podjęła swoją opowieść kobieta - Cały czas utrzymuję kontakt z paroma członkami rodziny w tym z Evelyn Renaldi. Piętnaście lat temu pojawiła się u nas w domu razem ze swoim mężem i dzieckiem. Poprosiła mnie i Marka abyśmy zajęli się jej córeczką, aż nie skończy 17 lat. Jak już pewnie się domyśliłaś, to Ty jesteś jej córką. Nie chcieliśmy Ci mówić wcześniej, bo było to dla Ciebie bardzo niebezpieczne. Jeszcze ta przepowiednia i Zakon Feniksa, który chciał Twojej śmierci, ale o tym opowiedzą Ci Twoi prawdziwi rodzice. Mamy Ci jeszcze przekazać list od nich razem z małym podarunkiem - Jean powiedziała wszystko co miała i teraz czekała na reakcję dziewczyny.
- Rybka nie myśl sobie, że celowo Cię okłamywaliśmy, zrobiliśmy to dla twojego bezpieczeństwa. Nie miej nam tego za złe - powiedział Mark, podając córce paczkę od jej prawdziwych rodziców. Hermiona wzięła paczkę i spojrzała na rodziców.
- Mogę iść do siebie i przeanalizować tę sytuację?
- Tak, masz tyle czasu ile chcesz, Kochanie - Jean i Mark uśmiechnęli się do niej. Gryfonka wstała i udała się do swojego pokoju, z głową pełną różnych myśli.
Pokój Hermiony był nie za duży, ale taki w sam raz. Ściany miały kolor delikatnego błękitu, przy oknie znajdował się parapet do siedzenia, ta sama ściana była wielkim regałem z książkami tymi magicznymi jak i mugolskimi. Na przeciwko okna były drzwi prowadzące do łazienki, jak i garderoby. Dziewczyna usiadła na parapecie i rozpakowała list.
Kochana Hermiono,
dziś kończysz siedemnaście lat i jesteś dorosła. Bardzo żałuję, że nie mogłam razem z Twoim ojcem być przy Tobie. Jednak musieliśmy tak postąpić, aby uchronić Cię od niebezpieczeństw, które groziło Ci ze strony Zakonu Feniksa. Jean i Mark wykonali pewnie dobrą robotę wychowując Cie przez te lata, jestem im za to dozgonnie wdzięczna. Wracając do Twoich urodzin, do listu dołączony jest prezent, który jak tylko go założysz przeniesie Cię na spotkanie z Nami w Riddle Manor oraz zdejmie wszystkie zaklęcia blokujące twoje ponad przeciętne moce, charakter oraz wygląd. Pewnie zastanawiasz się jakie są Twoje ponad przeciętne możliwości magiczne? Tego nawet My nie wiemy, ale możemy się spodziewać wszystkiego, w końcu jesteś z rodu Renaldich, a także jesteś potomkinią samego Salazara Slytherina. Tak jesteś córką Evelyn Renaldi-Riddle i Toma Marvolo Riddle. Zapewne jesteś zaskoczona tą wiadomością, nie oczekujemy, że do Nas wrócisz i wybaczysz, jednak żywimy nadzieję, że Nas odwiedzisz, wystarczy założyć naszyjnik. Kochanie decyzja należy tylko do Ciebie.
Zawsze Kochający Cię
Mama i Tata
Hermiona jeszcze kilka razy czytała treść wiadomości, a przez otwarte drzwi obserwowała ją Jean. Chciała jej jakoś pomóc, ale wiedziała, że Mionka sama będzie wiedziała co zrobić. Podeszła do niej po cichu i przytuliła, tak jak robiła zawsze, gdy młoda dziewczyna miała problem.
- Mamo?
- Tak córeczko - kobieta nie ukrywała swojej miłości do dziewczyny.
- Mamo, dalej będę Was kochać, chodź nie jesteś moją mamą tylko ciocią. Dziękuję, że się mną zaopiekowaliście, jednak chcę poznać moich rodziców. Jeśli nie masz nic przeciwko to z nimi zamieszkam, ale będę Was odwiedzać i obiecuj, że będziesz odwiedzać mnie także - spojrzała Hemiona na Jean
- Tak Rybko obiecuję. A teraz zakładaj naszyjnik i spotkaj się z Evelyn i Tomem, pewnie nie mogą się już Ciebie doczekać - powiedziała z nutką radości i wyszła, zostawiając ją samą. Hermiona postanowiła się ubrać bardziej elegancko, w końcu jest arystokratką. Gdy była już gotowa założyła naszyjnik w kształcie węża z dwoma szmaragdami zamiast oczu i poczuła charakterystyczne szarpnięcie w okolicy pępka i już za chwilę stała w ogromnym salonie. Ściany były koloru pasku muśniętego słońcem, meble wykonane były z ciemnego drewna, przy stoliku do kawy stała ogromna sofa i po dwa fotele z każdej strony, na przeciwko stała komoda a na niej zdjęcia. Jedno przedstawiało kobietę i mężczyznę przed pięknym domem, następne pokazywało tę samą parę podczas ślubu, a kolejne ich z małą dziewczynką. Nagle usłyszała głosy dochodzące z poza salonu, więc szybko usiadła na sofie, bo gdy wejdą do salonu to od razu jej nie zauważą.
- Lyn, Kochanie dajmy jej czas, pewnie jeszcze rozmawiają razem z Jean - powiedział mężczyzna.
- Ale Tom, już jest po osiemnastej, a ja chcę zobaczyć moje dziecko. Nie widziałam jej piętnaście lat. Wiem, że Jean przysyłałam na zdjęcia, ale to nie to samo, chcę ją poznać osobiście - sądzą po głosie kobiety, była lekko zdenerwowana podejściem męża. Nic nie świadomi weszli do salonu i Evelyn doznała szoku widząc w nim, dziewczynę, której poznania tak bardzo oczekiwała.
- Evelyn co tak stoisz - zapytał Tom. Kobieta nic nie mówiąc pokazała mężowi kierunek w którym patrzy. Gdy Czarny Pan spojrzał, w tamtą stronę nie mógł wykrztusić słowa.
Dziś dałam radę dodać jeszcze rozdział 1, mam nadzieję, że w najbliższym czasie pojawi się kolejny. Jestem właśnie w trakcie pisania, życzcie szczęścia :)